Poprzednie rozważania dostarczyły nam pewnych danych dotyczących marszu Rewolucji, a mianowicie jej procesualnego charakteru, jej metamorfoz, jej erupcji w najgłębszych zakątkach duszy ludzkiej i jej uzewnętrznienia w działaniach. Jak można zauważyć, Rewolucja posiada właściwą sobie dynamikę. Możemy uzyskać głębsze zrozumienie tego, badając pozostałe aspekty marszu Rewolucji.
1. Siła napędowa Rewolucji
A. Rewolucja a nieuporządkowane tendencje
Największa siła napędowa Rewolucji tkwi w nieuporządkowanych tendencjach.
Z tego powodu Rewolucja jest porównywana do tajfunu, trzęsienia ziemi, cyklonu, szalejących sił natury będących materialnymi podobiznami nieokiełznanych namiętności człowieka.
B. Paroksyzmy Rewolucji są w pełni obecne w jej zarodkach
Podobnie jak kataklizmy, złe namiętności mają olbrzymią siłę, lecz jedynie po to, aby niszczyć.
Od pierwszej chwili swoich wielkich eksplozji siła ta posiada już potencjalnie całą zajadłość, którą ujawni później w swoich najgorszych ekscesach. Na przykład w pierwszych kontestacjach protestantyzmu były już zawarte implicite anarchiczne pragnienia komunizmu. Luter nie był, mówiąc wprost, nikim więcej jak tylko Lutrem, lecz wszystkie tendencje, stany duszy i imponderabilia luterańskiego wybuchu nosiły już w sobie, autentycznie i w pełni, choć tylko implicite, ducha Woltera i Robespierra oraz Marksa i Lenina. 12
12 Por. Leon XIII, Encyklika Quod Apostolici muneris z 28 XII 1878, Bonne Presse, Paryż, tom I, s.28.
C. Rewolucja potęguje swoje własne przyczyny
Te nieuporządkowane tendencje rozwijają się jak swędzenie i nałogi, im bardziej są one zaspokajane, tym bardziej się nasilają. Tendencje te wytwarzają moralne kryzysy, błędne doktryny, a potem rewolucje. Z kolei te doktryny i rewolucje jeszcze bardziej nasilają te tendencje. Te ostatnie prowadzą potem w analogiczny sposób do nowych kryzysów, nowych błędów i nowych rewolucji. To wyjaśnia dlaczego znajdujemy się dziś w takim paroksyzmie bezbożnictwa i niemoralności oraz w otchłanipełnej rozdźwięków i nieporządku.
2. Pozorne przerwy w Rewolucji
Istnienie okresów wyraźnego spokoju może robić wrażenie, że w tym czasie Rewolucja się zatrzymała. Wydawałoby się więc, że proces rewolucyjny nie jest ciągły, a zatem nie stanowi jedności.
Jednak, te wyciszenia są zwyczajnymi metamorfozami Rewolucji. Okresy spokoju — rzekome przerwy — są zwykle czasem cichego i głębokiego fermentu rewolucyjnego. Weźmy na przykład okres Restauracji we Francji (1815 - 1830). 13
13 Zob. Część I, rozdz. 4.
3. Marsz Rewolucji poprzez wydoskonalanie
Z tego, co zauważyliśmy14, wynika, że każdy etap Rewolucji, w porównaniu z etapem poprzednim, nie jest niczym innym, jak jego wydoskonaleniem. Naturalistyczny humanizm i protestantyzm wydoskonaliły się w Rewolucji Francuskiej, która z kolei wydoskonaliła się w wielkim rewolucyjnym procesie bolszewizacji współczesnego świata.
Dzieje się tak, gdyż nieuporządkowane namiętności, poruszające się w crescendo analogicznym do przyspieszenia grawitacyjnego, zasilane własnymi dokonaniami, prowadzą do następstw, które z kolei rozwijają się z odpowiednio proporcjonalnym nasileniem. Na zasadzie podobnej progresji błędy rodzą błędy, a rewolucje przygotowują drogę rewolucjom.
14. Zob. 1C powyżej.
4. Zharmonizowane prędkości Rewolucji
Ten rewolucyjny proces odbywa się z dwoma różnymi prędkościami. Jedna jest duża i zazwyczaj skazana na niepowodzenie na krótką metę. Druga, o wiele mniejsza, zwykle odnosi sukces.
A. Szybki marsz
Na przykład prekomunistyczne ruchy anabaptystów, które wyciągnęły natychmiast w rozmaitych dziedzinach wszystkie lub prawie wszystkie konsekwencje wynikające z ducha i tendencji pseudo-reformacji, upadły.
B. Wolny marsz
Powoli, w czasie dłuższym niż cztery wieki, bardziej umiarkowane prądy protestantyzmu, wydoskonalające się poprzez kolejne etapy dynamizmu i inercji, sprzyjały stopniowo w taki, czy inny sposób pochodowi Zachodu w kierunku tego samego skrajnego punktu15.
15 Zob. Część II, rozdz. 8.2.
C. Jak te prędkości są ze sobą zharmonizowane
Rola każdej z tych prędkości w marszu Rewolucji powinna zostać zbadana. Można by powiedzieć, że szybsze ruchy są bezużyteczne, lecz nie jest to prawda. Wybuch tych ekstremizmów podnosi sztandar i stwarza punkt docelowy, którego radykalizm fascynuje tych umiarkowanych, którzy powoli posuwają się ku niemu. W ten sposób socjalizm wyrzeka się komunizmu, chociaż po cichu go podziwia i do niego zmierza.
Jeszcze wcześniej to samo można by powiedzieć o komuniście Babeufie i jego stronnikach podczas ostatnich rozbłysków Rewolucji Francuskiej. Zostali unicestwieni. Jednak krok po kroku społeczeństwo kroczy drogą, którą oni chcieli je poprowadzić. Zatem klęska ekstremistów jest tylko pozorna. Współpracują oni pośrednio, lecz mocno, na rzecz Rewolucji, pociągając stopniowo niezliczoną rzeszę „rozsądnych”, „umiarkowanych” i miernych w kierunku urzeczywistnienia swoich karygodnych i rozpasanych urojeń.
5. Odparcie zarzutów
Rozważywszy te pojęcia, możemy teraz odeprzeć pewne zarzuty, które nie mogły być do tej pory odpowiednio przeanalizowane.
A. Rewolucjoniści wolnego marszu i „pół-kontrrewolucjoniści”
Różnica pomiędzy rewolucjonistą podążającym za rytmem szybkiego marszu a osobą, która stopniowo staje się rewolucjonistą zgodnie z rytmem wolnego marszu, tkwi w tym, że kiedy proces rewolucyjny zaczął się u tego pierwszego, natrafił w nim na słaby opór lub w ogóle go nie napotkał. Cnota i prawda wiodły powierzchowne życie w jego duszy. Były one jak suche drzewo, które podpala byle jaka iskra. I przeciwnie, kiedy ten proces przebiega powoli, to dzieje się tak, ponieważ iskra Rewolucji napotkała, przynajmniej częściowo, zielone drzewo. Innymi słowy, natrafiła na głęboko zakorzenioną prawdę i cnotę, które pozostają wrogie wobec działania rewolucyjnego ducha. Dusza w tej sytuacji jest rozdarta i żyje pomiędzy dwoma wykluczającymi się zasadami: zasadami Rewolucji i zasadami Porządku.
Współistnienie tych dwóch zasad może prowadzić do bardzo rozmaitych sytuacji.
a. Rewolucjonista wolnego marszu pozwala na to, aby był wleczony przez Rewolucję, której przeciwstawia się jedynie siłą inercji.
b. Rewolucjonista wolnego marszu, który ma kontrrewolucyjne „skrzepy”, również pozwala się wlec przez Rewolucję, lecz w pewnych konkretnych punktach ją odrzuca. W ten sposób na przykład będzie on socjalistą pod każdym względem, z wyjątkiem zachowywania sympatii dla arystokratycznych manier. Zależnie od przypadku, może on nawet pójść tak daleko, że zaatakuje socjalistyczną wulgarność. Jest to niewątpliwie opór, lecz jest to opór w kwestii szczegółu, który nie sięga zasad i jest całkowicie nacechowany przyzwyczajeniami i wrażeniami. Z tego samego powodu jest to opór bez większego znaczenia, który umiera wraz z jednostką. Jeśli dotyczyłby on grupy społecznej, to prędzej czy później siłą lub perswazją Rewolucja nieubłaganie go zniszczy w ciągu jednego lub kilku pokoleń.
c. „pół-kontrrewolucjonista” 16 różni się od poprzedniego jedynie tym, że proces „krzepnięcia” był w nim silniejszy i sięgnął podstawowych zasad — oczywiście niektórych zasad, a nie wszystkich. W nim reakcja przeciw Rewolucji jest bardziej uporczywa, bardziej żywotna. Nie jest to przeszkoda, która jest zwyczajną inercją. Jego nawrócenie na pozycję pełnego kontrrewolucjonisty jest łatwiejsze, przynajmniej teoretycznie. Jakikolwiek eksces Rewolucji może w nim spowodować całkowitą przemianę, skrystalizowanie jego dobrych tendencji w postawie niewzruszonej stanowczości. Jednak zanim zajdzie ta szczęśliwa przemiana, „pół-kontrrewolucjonista” nie może być uważany za żołnierza Kontrrewolucji.
Łatwość, z jaką rewolucjonista wolnego marszu i „pół-kontrrewolucjonista” akceptują podboje Rewolucji, jest typowa dla ich konformizmu. Na przykład, uznając tezę o jedności pomiędzy Kościołem i państwem, żyją obojętni w ustroju opartym na ich rozdzieleniu, bez jakiegokolwiek poważnego wysiłku, aby umożliwić pewnego dnia przywrócenie jedności pomiędzy nimi, na odpowiednich warunkach.
16 Zob. Część I, rozdz. 9.
B. Protestanckie monarchie i katolickie republiki
Można by postawić naszym tezom taki zarzut: jeżeli powszechny ruch republikański jest owocem ducha protestanckiego, to dlaczego jest tylko jeden król katolicki w dzisiejszym świecie 17, gdy jednocześnie tak wiele krajów protestanckich jest nadal monarchiami?
Wyjaśnienie jest proste. Anglia, Holandia i narody skandynawskie z wielu historycznych, psychologicznych i innych powodów mają wielkie przywiązanie do monarchii. Kiedy wtargnęła do nich Rewolucja, to nie udało jej się powstrzymać tego monarchicznego sentymentu przed „zakrzepnięciem”. W ten sposób ustrój monarchiczny uparcie trwa nadal w tych krajach, pomimo że Rewolucja przenika coraz głębiej wszystkie dziedziny. „Przetrwały...” tak, o ile powolne umieranie możemy nazywać przetrwaniem. Monarchia angielska zredukowana w maksymalnym stopniu do roli zwykłej ozdoby i inne monarchie protestanckie, przekształcone w praktyce w republiki, których głowy sprawują dożywotnio dziedziczny urząd, znajdują się w powolnej agonii.Jeżeli ten stan rzeczy będzie trwał dalej, to wygasną one po cichu.
Nie zaprzeczając, że inne przyczyny mają swój udział w tym przetrwaniu, pragniemy jednak podkreślić ten bardzo ważny czynnik, który wchodzi w zakres naszego wykładu.
Przeciwnie, w narodach romańskich umiłowanie zewnętrznej i widocznej dyscypliny oraz silnej i poważanej władzy publicznej jest z wielu powodów znacznie mniejsze.
W następstwie tego Rewolucja nie znalazła w nich tak głęboko zakorzenionego sentymentu monarchicznego i łatwo zmiotła ich trony. Lecz z kolei nie była wystarczająco silna, aby obalić religię.
17 Autor ma na myśli Króla Belgów. Dopiero później w 1975 r. Książę Juan Carlos został zaprzysiężony jako Król Hiszpanii [Wyd.].
C. Surowość protestancka
Inny zarzut wobec naszej pracy mógłby wyniknąć z faktu, że pewne sekty protestanckie są surowe, aż do granic przesady. Jak zatem można wyjaśnić cały protestantyzm jako wybuch żądzy używania życia?
Nawet tutaj zarzut nie jest trudny do rozwiązania. Kiedy Rewolucja przeniknęła do pewnych środowisk, napotkała na wielkie umiłowanie surowości. Ukształtował się „skrzep”. Chociaż Rewolucja odniosła pełny sukces w dziedzinie pychy, to nie osiągnęła takich samych wyników w sferze zmysłowości. W takich środowiskach używa się życia poprzez dyskretne rozkosze pychy, a nie grubiańskie przyjemności ciała. Może to być nawet taka surowość, zachęcona rozbudzoną pychą, że będzie reagować w sposób przesadny przeciw zmysłowości. Ale ta reakcja, jakkolwiek uparta, jest bezpłodna. Prędzej czy później przez pozbawienie wsparcia lub przemoc zostanie zniszczona przez Rewolucję. Podmuch życia, który odnowi ziemię, nie wyjdzie ze sztywnego, zimnego i zmumifikowanego purytanizmu.
D. Jednolity front Rewolucji
Takie „skrzepy” i krystalizacje normalnie prowadzą do starć pomiędzy siłami Rewolucji. Biorąc to pod uwagę, można by myśleć, że siły zła są podzielone między sobą i nasza koncepcja jedności procesu rewolucyjnego jest fałszywa.
Jest to iluzja. Dzięki głębokiemu instynktowi, który ujawnia, że są one zharmonizowane w istotnych elementach, a sprzeczne tylko w swoich przypadłościach, siły te mają zadziwiającą zdolność do jednoczenia się przeciw Kościołowi Katolickiemu kiedykolwiek stawiają mu czoła.
Bezpłodne w elementach dobra, które w nich pozostają, siły rewolucyjne są jedynie skuteczne w złu. W ten sposób każda z nich ze swej strony atakuje Kościół, który staje się jak miasto oblężone przez olbrzymią armię.
Nie możemy pominąć wśród sił Rewolucji tych katolików, którzy wyznają naukę Kościoła, lecz są opanowani przez rewolucyjnego ducha. O wiele bardziej niebezpieczni niż najbardziej zdeklarowani wrogowie Kościoła, walczą oni przeciw Świętemu Miastu wewnątrz jego murów. Słusznie zasługują oni na to, co Pius IX o nich powiedział:
Chociaż dzieci tego świata są bardziej przebiegłe niż dzieci światłości, to ich podstępy i gwałty odnosiłyby niewątpliwie mniejsze sukcesy, gdyby wśród tych, którzy zwą się katolikami, nie było takich, co wyciągają do nich przyjazną dłoń. Tak, niestety są tacy, co sprawiają wrażenie, że pragną iść w zgodzie z naszymi wrogami i usiłują doprowadzić do przymierza między światłością a ciemnością, do układu między sprawiedliwością a nikczemnością, za pomocą doktryn tzw. liberalnego katolicyzmu. One to oparte na najzgubniejszych zasadach schlebiają władzy świeckiej, gdy wkracza w sprawy duchowe i skłaniają dusze, aby szanowały lub przynajmniej tolerowały najbardziej nikczemne prawa, jak gdyby zupełnie nie obowiązywało przykazanie, że nigdy nie można służyć dwom panom. Są oni o wiele bardziej niebezpieczni i szkodliwi niż zdeklarowani wrogowie, nie tylko dlatego, że wspomagają wysiłki tych ostatnich, być może nie zdając sobie z tego sprawy, lecz również dlatego, że utrzymując w pewnych granicach potępione poglądy, przybierają pozory uczciwości i czystościdoktryny, mamiąc nieostrożnych zwolenników porozumienia i zwodząc uczciwych ludzi, którzy sprzeciwiliby się jawnemu błędowi. W ten sposób dzielą umysły, zrywają jedność i osłabiają siły, które powinny zjednoczyć się w walce z wrogiem. 18
18 Pius IX, List do prezesa i członków Koła Św. Ambrożego w Mediolanie z 6 III 1873, w I Papi e la Gioventu, Rzym: Editrice A.V.E., 1944, s.36.
6. Agenci Rewolucji: masoneria i inne tajne siły
Ponieważ badamy siły napędowe Rewolucji musimy powiedzieć coś o jej agentach.
Nie wierzymy, że zwyczajny dynamizm namiętności i błędów człowieka mógłby skoordynować tak rozmaite środki dla osiągnięcia jednego celu, a mianowicie zwycięstwa Rewolucji.
Wytworzenie procesu tak spójnego i ciągłego, jakim jest Rewolucja, wśród tysięcy zmiennych kolei losu w ciągu wieków wypełnionych niespodziankami wszelkiego rodzaju wydaje się nam niemożliwe bez działania kolejnych pokoleń niezwykle inteligentnych i potężnych konspiratorów. Myślenie, że Rewolucja mogłaby osiągnąć swój obecny stan przy nieobecności takich konspiratorów, jest podobne do przekonania, że setki liter wyrzuconych przez okno mogłoby się spontanicznie ułożyć na ziemi w jakikolwiek utwór literacki, na przykład, „Odę do szatana” Carducciego.
Dzisiaj nadal siłami napędowymi Rewolucji manipulują najbardziej inteligentni agenci, którzy używają ich jako środków do realizowania procesu rewolucyjnego.
Mówiąc ogólnie, można zaklasyfikować jako agentów Rewolucji wszystkie sekty — jakiejkolwiek natury — przez nią zrodzone, od jej zarania do naszych dni, w celu rozsiewania jej myśli i zawiązywania jej intryg. Jednak główną sektą, wokół której wszystkie są zorganizowane jako pomocnicze — czasami świadomie innym razem nie — jest masoneria, jak wyraźnie wynika z papieskich dokumentów, szczególnie z encykliki Humanum Genus Leona XIII z 20 kwietnia 1884 r.
Sukces tych konspiratorów, a w szczególności masonerii, wynika nie tylko z ich nie podlegającej dyskusji zdolności do organizowania się i konspirowania, lecz również z ich jasnego zrozumienia głębokiej istoty Rewolucji i sposobu wykorzystania naturalnych praw — mianowicie praw rządzących polityką, socjologią, psychologią, sztuką, ekonomią itd. — aby posuwać naprzód realizację swoich planów.
W tym znaczeniu agenci chaosu i siewcy zamętu działają jak uczony, który zamiast polegać tylko na sobie, bada i wykorzystuje siły natury tysiące razy silniejsze niż on.
To właśnie nie tylko wyjaśnia w dużym stopniu sukces Rewolucji, ale stanowi również ważną wskazówkę dla żołnierzy Kontrrewolucji.