Poprzednie rozważania domagają się wyjaśnienia na temat roli rozumu, woli i uczuciowości w relacjach pomiędzy błędem a namiętnością.
Mogłoby się wydawać, że twierdzimy, iż każdy błąd jest wymyślany przez rozum dla usprawiedliwienia jakiejś nieuporządkowanej namiętności. W ten sposób moralista, który potwierdzałby liberalne maksymy, byłby zawsze pobudzany przez liberalną tendencję.
Nie to mamy na myśli. Moralista może dojść do liberalnego wniosku jedynie przez słabość rozumu dotkniętego grzechem pierworodnym. W takim razie czy musiałoby to być moralne przewinienie innej natury, na przykład zaniedbanie? Jest to pytanie przekraczające zakres naszego studium.
Twierdzimy, historycznie rzecz ujmując, że ta Rewolucja ma swoje ostateczne źródło w najgwałtowniejszym fermencie namiętności. Dalecy jesteśmy od zaprzeczania wielkiej roli błędów doktrynalnych w tym procesie.
Wybitni autorzy — de Maistre, de Bonald, Donoso Cortes i wielu innych — napisali liczne prace na temat tych błędów i sposobu w jaki jeden był wyprowadzany z drugiego, od XV do XVI w. i tak dalej, aż do XX w. Zatem nie jest naszym zamiarem, aby kłaść tutaj nacisk na to zagadnienie.
Wydaje nam się jednak szczególnie dogodnym, skupienie się na znaczeniu czynników „namiętnościowych” i ich wpływie na ściśle ideologiczne aspekty procesu rewolucyjnego, w którym się znajdujemy. Ponieważ, naszym zdaniem, zwraca się niewielką uwagę na to zagadnienie, powoduje to, że nie widzi się Rewolucji w całości i w konsekwencji stosuje się nieodpowiednie metody kontrrewolucyjne.
Dodamy teraz coś na temat sposobu, w jaki namiętności wpływają na idee.
1. Upadła natura, łaska i wolna wola
Za pomocą zwykłych sił swojej natury człowiek może poznawać wiele prawd i praktykować rozmaite cnoty. Jednak bez pomocy łaski niemożliwe jest, aby trwał w poznaniu i praktykowaniu wszystkich przykazań. 38
To oznacza, że w każdym upadłym człowieku zawsze istnieje słabość rozumu i pierwotnej tendencji poprzedzająca wszelkie rozumowanie, która podjudza go do zbuntowania się przeciw Prawu. 39
2. Zalążek Rewolucji
To fundamentalne dążenie do buntu może w pewnym momencie uzyskać przyzwolenie wolnej woli. W ten sposób człowiek upadły grzeszy, łamiąc jedno lub więcej przykazań. Jednak jego bunt może pójść dalej i dojść do mniej lub bardziej utajonej nienawiści wobec samego moralnego porządku jako całości. Nienawiść ta, z istoty rewolucyjna, może generować błędy doktrynalne, a nawet prowadzić do świadomego i otwartego wyznawania zasad sprzecznych z prawem moralnym i nauką objawioną jako takimi, co stanowi grzech przeciwko Duchowi Świętemu.
Kiedy ta nienawiść zaczęła kierować najgłębszymi tendencjami historii Zachodu, wtedy zaczęła się Rewolucja. Jej proces rozwija się dzisiaj, a jej błędy doktrynalne noszą widoczne piętno tej nienawiści, która jest najaktywniejszą przyczyną wielkiej apostazji naszych dni. Z samej swej natury nienawiść ta nie może być ograniczona tylko do systemu doktrynalnego: jest to nieuporządkowana namiętność rozpalona do skrajności.
Takie stwierdzenie, odnoszące się do tej konkretnej Rewolucji, nie oznacza, że zawsze nieuporządkowane namiętności znajdują się u korzeni każdego błędu. Nie przeczy to również temu, że często to błąd rozpętywał w danej duszy lub danej grupie społecznej, rozprzężenie namiętności. Stwierdzamy po prostu, że proces rewolucyjny rozpatrywany zarówno jako całość, jak i również w swoich zasadniczych epizodach, miał jako swój najaktywniejszy i najgłębszy zalążek rozprzężenie namiętności.
3. Rewolucja a zła wiara
Można by postawić następujący zarzut: skoro namiętności są tak ważne w procesie rewolucyjnym, to wydawałoby się, że jego ofiara zawsze działa, przynajmniej do pewnego stopnia, w złej wierze. Jeżeli protestantyzm, na przykład, jest dzieckiem Rewolucji, to czy każdy protestant działa w złej wierze? Czy nie jest to sprzeczne z nauką Kościoła, która przyznaje, że mogą być w innych religiach dusze działające w dobrej wierze?
Jest oczywiste, że osoba kierująca się całkowicie dobrą wiarą i obdarzona duchem fundamentalnie kontrrewolucyjnym może zostać omotana rewolucyjnymi sofizmatami (czy to religijnymi, czy filozoficznymi, politycznymi czy też jakiejś innej natury) z powodu nieprzezwyciężalnej niewiedzy. Takie osoby nie ponoszą winy.
Mutatis mutandis, to samo można powiedzieć o tych, którzy akceptują doktrynę Rewolucji w takim czy innym ograniczonym punkcie z powodu niezamierzonej pomyłki rozumu.
Ale jeśli ktoś, pobudzany nieuporządkowanymi namiętnościami właściwymi Rewolucji, uczestniczy w jej duchu, to odpowiedź musi być inna.
Możliwe, że rewolucjonista w tych warunkach jest przekonany, iż wywrotowe hasła Rewolucji są doskonałe. Nie będzie on zatem nieszczery, lecz będzie winny błędu, w który popadł.
Również może się zdarzyć, że rewolucjonista będzie wyznawał doktrynę, do której nie jest przekonany lub jest częściowo przekonany. W tym przypadku będzie on częściowo lub całkowicie nieszczery.
W związku z tym wydaje się prawie zbędną uwaga, że gdy stwierdzamy, iż doktryny Marksa były zawarte implicite w błędach pseudo-reformacji i Rewolucji Francuskiej, to nie mamy na myśli, że adepci tych dwóch ruchów byli świadomie marksistami zanim doktryna marksistowska została spisana i z powodu hipokryzji zataili swoje opinie.
Odpowiednie uporządkowanie władz duszy, a więc zwiększenie jasności rozumu oświeconego łaską i kierowanego przez Magisterium Kościoła, jest właściwe chrześcijańskiej cnocie. Oto dlaczego każdy święty jest wzorem zrównoważenia i bezstronności. Obiektywizm jego sądów i silne ukierunkowanie jego woli ku dobru nie są ani trochę osłabione trującym oddechem nieuporządkowanych namiętności.
I przeciwnie, w stopniu, w jakim człowiek upada w cnocie i poddaje się jarzmu tych namiętności, zanika jego obiektywizm we wszystkim, co ich dotyczy. Ten obiektywizm zostaje szczególnie zaburzony w sądach jakie człowiek wydaje o samym sobie.
Jeśli chodzi o każdy konkretny przypadek, to jest tajemnicą Boga do jakiego stopnia rewolucjonista wolnego marszu z XVI lub XVIII w. zamroczony przez ducha Rewolucji, realizował głęboki sens i ostateczne konsekwencje swojej doktryny.
W każdym razie hipoteza, że wszyscy byli świadomymi marksistami, musi być całkowicie wykluczona.