Panorama tutaj prezentowana byłaby niekompletna, gdybyśmy nie wspomnieli o wewnętrznej przemianie w III Rewolucji. Jest to IV Rewolucja, która się z niej rodzi.
Rodzi się ona, na sposób matkobójczego wydoskonalenia. Kiedy II Rewolucja się narodziła, 94 to wydoskonaliła, pokonała i zadała śmiertelny cios I Rewolucji. To samo wydarzyło się, kiedy w analogicznym procesie III Rewolucja wyrosła z drugiej. Wszystko wskazuje na to, że III Rewolucja właśnie osiągnęła punkt, jednocześnie kulminacyjny i zgubny, kiedy rodzi IV Rewolucję i w ten sposób naraża się na śmierć z jej rąk.
94 Por. Część I, rozdz. 6.3.
Czy w starciu pomiędzy III Rewolucją a Kontrrewolucją będzie czas, aby proces, który rodzi IV Rewolucję rozwinął się w całości? Czy ta ostatnia rzeczywiście otworzy nowy etap w historii Rewolucji? Czy będzie to po prostu nieudany fenomen, który pojawi się i zniknie bez istotnego wpływu na starcie między III Rewolucją a Kontrrewolucją? Poświęcenie mniej lub więcej miejsca dla rodzącej się IV Rewolucji w tych pospiesznych i krótkich zapiskach zależałoby od odpowiedzi na to pytanie — odpowiedzi, której może w pełni udzielić dopiero przyszłość.
Ponieważ to, co niepewne, nie powinno być traktowane jakby miało takie samo znaczenie jak to, co pewne, poświęcimy bardzo ograniczoną ilość miejsca temu, co wydaje się być IV Rewolucją.
1. IV Rewolucja przepowiedziana przez autorów III Rewolucji
Jak dobrze wiadomo, ani Marks, ani ogół jego najzagorzalszych zwolenników, zarówno ortodoksyjnych, jak i heterodoksyjnych, nie uważali dyktatury proletariatu za ostateczną fazę rewolucyjnego procesu. Ta dyktatura, według nich, nie jest niczym, jak tylko najbardziej wydoskonalonym, dynamicznym aspektem Rewolucji powszechnej. W ewolucjonistycznej mitologii właściwej myśleniu Marksa i jego zwolenników, tak samo jak ewolucja będzie rozwijać się w nieskończoność przez wieki, tak również Rewolucja będzie trwać bez końca. Z I Rewolucji zrodziły się już dwie pozostałe. Trzecia, z kolei, zrodzi następną. I tak dalej...
Niemożliwe jest przewidzieć w marksistowskiej perspektywie jaka będzie, XX lub L Rewolucja. Jednak można przewidzieć, jaka będzie IV Rewolucja. Takie przewidywania uczynili już sami marksiści.
Ta rewolucja będzie z konieczności zniesieniem dyktatury proletariatu na skutek nowego kryzysu, pod którego naciskiem hipertroficzne państwo stanie się ofiarą własnej hipertrofii. I zniknie, rodząc scjentystyczny i kooperacjonistyczny stan rzeczy, w którym — jak mówią komuniści — człowiek osiągnie niewyobrażalny stopień wolności, równości i braterstwa.
2. IV Rewolucja i trybalizm: ewentualność
Jak to? Niemożliwe, abyśmy nie zapytali, czy społeczność plemienna wyśniona przez współczesne prądy strukturalistyczne daje odpowiedź na to pytanie. Strukturalizm widzi w życiu plemiennym iluzoryczną syntezę pomiędzy szczytem wolności indywidualnej a szczytem zgodnego kolektywizmu, w którym to życiu ten ostatni zaprzestaje pochłaniania wolności. W tym kolektywizmie rozmaite „ja” lub indywidualne osoby, z ich rozumem, wolą i uczuciowością, a w konsekwencji z ich charakterystycznymi i konfliktowymi sposobami bycia, stapiają się i rozpuszczają w kolektywnej osobowości plemienia, która rodzi jedną myśl, jedną wolę i jeden sposób bycia, wspólne wszystkim.
Oczywiście droga do tego plemiennego stanu rzeczy musi wieść przez wytępienie dawnych wzorców indywidualnej refleksji, chcenia i odczuwania. Będą one stopniowo zastępowane przez formy myślenia, decydowania i odczuwania, które będą coraz bardziej kolektywne. Zatem jest to zasadnicza sfera, w której musi się dokonać ta przemiana.
W jaki sposób? W plemionach spoistość wśród ich członków jest zapewniona głównie przez sposób myślenia i odczuwania wspólny wszystkim, z którego wynikają wspólne zwyczaje i wspólna wola. Indywidualny rozum jest zredukowany prawie do zera, innymi słowy, do pierwotnych i najbardziej elementarnych odruchów, na które ten stan atrofii jemu pozwala. „Dzikie myślenie,” 95 myślenie, które nie myśli i zwraca się jedynie ku konkretowi — taka jest cena kolektywistycznego stopienia się plemienia. Zadaniem „czarowników” jest utrzymywać to kolektywne życie psychiczne na poziomie mistycznym, za pomocą kultów totemicznych naładowanych mętnymi „przesłaniami”, lecz bogatymi w błędne ogniki, a nawet błyskawice wyskakujące z tajemniczego świata transpsychologii i parapsychologii. Osiągając te „bogactwa” człowiek zrekompensowałby sobie atrofię rozumu.
95 Por. Claude Levi-Strauss, La pensée sauvage, Wyd. Plon, Paryż 1969.
Rozum — niegdyś ogarnięty hipertrofią dzięki swobodnemu badaniu Pisma Świętego, kartezjanizmowi i innym przyczynom, ubóstwiony przez Rewolucję Francuską, wykorzystywany aż do skrajnego nadużywania we wszystkich szkołach marksistowskiego myślenia — w końcu uległby atrofii i zostałby zniewolony służąc za narzędzie transpsychologicznemu i parapsychologicznemu totemizmowi...
A. IV Rewolucja a pozanaturalność
„Omnes dii gentium daemonia” („wszyscy bogowie pogańscy to czarci”),96 mówi Pismo Święte. Do jakiego stopnia katolik może dostrzec w tej strukturalistycznej perspektywie, gdzie magia jest prezentowana jako forma poznania, oszukańcze błyski, pieśni ponure i zarazem wabiące, kojące i szaleńcze, bezbożne i fetyszystyczne, którymi z dna otchłani, gdzie przebywa na wieki, książę ciemności przyciąga tych, co odrzucili Jezusa Chrystusa i Jego Kościół?
96 Ps 95,5.
Oto kwestia, którą teologowie mogą i powinni dyskutować. Mamy na myśli prawdziwych teologów, tj. tych niewielu, którzy nadal wierzą w istnienie diabła i piekła, a szczególnie tych nielicznych spośród nich, którzy mają odwagę stawić czoła drwinom oraz prześladowaniom mediów i zabrać głos.
B. Strukturalizm a tendencje pretrybalne
Tak czy inaczej, w stopniu w jakim postrzega się ruch strukturalistyczny jako mniej lub więcej dokładną, lecz w każdym razie prekursorską, postać IV Rewolucji, trzeba widzieć pewne zjawiska, które rozpowszechniły się przez ostatnie dziesięć lub dwadzieścia lat jako przygotowanie i napęd zrywu strukturalistycznego.
W ten sposób obalanie tradycji ubioru na Zachodzie, coraz bardziej niszczonej przez nudyzm, wyraźnie zmierza do pojawienia się i utrwalenia zwyczajów, które będą tolerować co najwyżej przepaskę z piór noszoną przez pewne plemiona, zastąpioną tam, gdzie zimno tego wymaga, okryciami mniej lub bardziej podobnymi do tych używanych przez Lapończyków.
Szybkie zanikanie form grzeczności może tylko prowadzić do absolutnego prostactwa (żeby nie użyć innego określenia) zachowań plemiennych.
Narastająca niechęć do wszystkiego co jest rozumne, zaplanowane i usystematyzowane, może prowadzić jedynie, w swoich ostatnich paroksyzmach, do stanu trwałego i fantazyjnego włóczęgostwa właściwego dla życia w dżungli, przeplatanych instynktownym i quasi-mechanicznym wykonywaniem pewnych czynności absolutnie niezbędnych do życia.
Wstręt do wysiłku intelektualnego, a szczególnie do abstrakcji, teoretyzowania i myślenia doktrynalnego, może w końcu wywołać jedynie hipertrofię zmysłów i wyobraźni, tej „cywilizacji obrazkowej”, przed którą Paweł VI czuł się zobowiązany ostrzec ludzkość.97
97 „Dobrze wiemy, że współczesny człowiek, mający dość przemów, wygląda na istotę przemęczoną słuchaniem i, gorzej jeszcze, na istotę, do której słowa nie docierają. Znamy również opinie licznych psychologów i socjologów, którzy twierdzą, że współczesny człowiek przekroczył już cywilizację słowa — która stała się praktycznie bezużyteczna i bezcelowa — i żyje teraz w cywilizacji obrazu.”, w: Exhortacja Apostolska Evangelii nuntiandi, 8 XII 1975, Documentos Pontificios, 6 wyd., Petropolis, Vozes, 1984, nr 188, s.30.
Symptomatyczne są również coraz częstsze idylliczne pochwały rewolucji kulturalnej rodzącej społeczeństwo postindustrialne, jeszcze słabo określone, ale którego pierwszą próbką miałby być — jak niekiedy się mówi — chiński komunizm.
C. Skromny wkład
Wiemy dobrze, że powyższy panoramiczny obraz — ze swej natury szeroki i skrótowy — może prowadzić do rozmaitych zarzutów pod wieloma względami.
Obraz ten, z konieczności ograniczony rozmiarami niniejszego rozdziału, jest jedynie skromnym wkładem dla dłuższych refleksji osób obdarzonych odważną i unikalną bystrością obserwacji i analizy, która we wszystkich epokach uzdolnia niektórych ludzi do przewidywania jutra.
D. Opozycja umysłów przeciętnych
Inni w tej sytuacji uczynią to samo, co umysły przeciętne i pozbawione odwagi robiły przez wieki. Z uśmiechem określą takie przemiany jako niemożliwe. Dlaczego? Ponieważ naruszają one ich umysłowe przyzwyczajenia, odbiegają od zdrowego rozsądku, a dla ludzi przeciętnych historia wydaje się biec jedynie ścieżką zdrowego rozsądku. Zatem wobec tych perspektyw będą się uśmiechać z niedowierzaniem i optymizmem, tak jak Leon X uśmiechał się wobec pospolitej „kłótni mnichów,” która była wszystkim, co widział w rodzącej się I Rewolucji. Albo tak jak wychowanek Fenelona, Ludwik XVI, uśmiechał się widząc pierwsze wrzenia II Rewolucji na tle wspaniałych salonów pałacu, przy wtórze srebrnych dźwięków klawikordu albo dyskretnych błysków bukolicznej scenerii „wioski” jego żony. Tak też dzisiaj uśmiechają się wobec manipulacji uśmiechniętego komunizmu poststalinowskiego lub konwulsji zwiastujących IV Rewolucję optymiści i sceptycy, do których należą liczni wysocy — a czasami najwyżsi — przedstawiciele Kościoła i zachodniej społeczności doczesnej.
Jeżeli pewnego dnia III lub IV Rewolucja, wspierane ekumenicznym progresizmem w dziedzinie duchowej, ogarnie doczesne życie ludzkości, to będziemy to zawdzięczać bardziej niedbalstwu i kolaboracji tych uśmiechniętych optymistycznych proroków „zdrowego rozsądku” niż całej furii rewolucyjnych bojowników i rewolucyjnych służb propagandowych.
|
KOMENTARZ Z ROKU 1992
Opozycja ze strony proroków zdrowego rozsądku
Są to rzeczywiście dziwni prorocy, ponieważ ich proroctwa niezmiennie dotyczą stwierdzeń, że nic się nie wydarzy.
W końcu jednak rozmaite formy ich optymizmu stały w tak jawnej sprzeczności z faktami, które nastąpiły po poprzednich wydaniach „Rewolucji i Kontrrewolucji”, że aby je podtrzymać, ich adepci uczepili się złudnej i po prostu hipotetycznej nadziei, iż ostatnie wydarzenia w Europie Wschodniej doprowadzą do ostatecznego zniknięcia komunizmu, a więc i procesu rewolucyjnego, którego czoło do niedawna stanowił. 98
98 Odnośnie tej nadziei, patrz komentarze dodane do rozdz. II niniejszej Części III.
|
E. Kościelny trybalizm i ruch charyzmatyczny
Oczywiście, nie tylko dziedzinę doczesną IV Rewolucja chce zredukować do trybalizmu. Pragnie ona uczynić to samo w dziedzinie duchowej. Sposób, w jaki ma się to dokonać, można dokładnie zobaczyć w pewnych kręgach teologów i kanonistów, którzy zamierzają przekształcić szlachetną, kościstą i surową sztywność struktury kościelnej — taką jaką ustanowił Pan Nasz Jezus Chrystus i ukształtowało dwadzieścia wieków życia religijnego — w chrząstkowatą, miękką i bezkształtną tkankę diecezji i parafii bez określonych granic terytorialnych, złożonych z grup religijnych, w których silna władza kanoniczna jest stopniowo zastępowana przez wynoszenie mniej lub bardziej „charyzmatycznych proroków”, odpowiedniki strukturalistyczno-trybalistycznych czarowników. W końcu nie będzie można odróżnić tych „proroków” od czarowników. To samo z konieczności stanie się z progresywistyczno-charyzmatycznymi parafiami i diecezjami, które nabiorą znamion strukturalistycznej komórki-plemienia.
|
KOMENTARZ Z ROKU 1992
„Demonarchizacja” władz kościelnych
W tej perspektywie, mającej w sobie coś historycznego i hipotetycznego, pewne zmiany, same w sobie obce temu procesowi, mogłyby być postrzegane jako kroki w przejściu pomiędzy przedsoborowym status quo a skrajnie odwrotną sytuacją, jaką tutaj ukazaliśmy. Przykładem tego może być dążenie do kolegialności widzianej jako: jedyny możliwy do przyjęcia sposób sprawowania władzy w Kościele oraz wyraz pewnej „demonarchizacji” władz kościelnych, których poszczególne poziomy zostałyby ipso facto o wiele bardziej uzależnione od poziomów leżących bezpośrednio pod nimi.
To wszystko w swoich ostatecznych konsekwencjach mogłoby zmierzać do stałego i powszechnego ustanowienia głosowania powszechnego w Kościele, którego czasami Kościół używał w przeszłości, aby obsadzić niektóre stanowiska hierarchiczne. Gdyby się trzymać marzeń obrońców trybalizmu mogłaby z tego wyniknąć bezbronna zależność hierarchii od świeckich, będących rzekomo jedynym przekaźnikiem woli Boga. Tak, „woli Boga”, z którą ten trybalistyczny laikat zapoznawałby się poprzez „mistyczne” objawienia jakiegoś czarownika, czy „charyzmatycznego” guru lub czarnoksiężnika. Czy Kościół wypełniałby swoją misję posłuszeństwa woli samego Boga, będąc posłusznym świeckim tego rodzaju? |
3. Obowiązki kontrrewolucjonistów w obliczu rodzącej się IV Rewolucji
Co zatem pozostaje kontrrewolucjoniście do zrobienia, kiedy niezliczone fakty mogą być zestawione w taki sposób, że sugerują hipotezę dotyczącą narodzin IV Rewolucji?
W świetle „Rewolucji i Kontrrewolucji” wypada mu przede wszystkim podkreślać dominującą rolę, jaką Rewolucja w tendencjach
99 odgrywa w procesie powstawania IV Rewolucji i świata z niej zrodzonego. Kontrrewolucjonista powinien się przygotować do walki, nie tylko ostrzegając ludzi przed przewagą tych tendencji — będącej zasadniczym odwróceniem właściwego porządku ludzkiego — która stale narasta, ale również wykorzystując w dziedzinie tendencji wszelkie dopuszczalne i odpowiednie środki, aby zwalczać samą Rewolucję w tendencjach. Kontrrewolucjonista powinien również obserwować, analizować i przewidywać nowe kroki tego procesu, aby wznosić jak tylko można najszybciej wszelkie przeszkody przeciw najwyższej formie Rewolucji w tendencjach i rewolucyjnej wojny psychologicznej, którą jest rodząca się IV Rewolucja.
99 Zob. Część I, rozdz.5.1-3.
Jeżeli IV Rewolucja będzie miała czas, aby się rozwinąć, zanim III Rewolucja zdecyduje się na jakieś wielkie ryzykowne posunięcie, to walka z nią mogłaby wymagać napisania kolejnego rozdziału „Rewolucji i Kontrrewolucji,” a taki rozdział mógłby zająć tyle miejsca, ile zostało poświęcone trzem poprzednim rewolucjom.
Istotnie, cechą procesów rozkładu jest dążenie do komplikowania wszystkiego prawie w nieskończoność. I z tego powodu każda faza Rewolucji jest bardziej złożona niż poprzednie i zmusza Kontrrewolucję do czynienia wysiłków, które w podobny sposób są bardziej uszczegółowione i złożone.
* * *
Tą perspektywą na temat Rewolucji i Kontrrewolucji oraz przyszłej pracy, która musi być wykonana w odniesieniu do jednej i drugiej, kończymy te rozważania.
Niepewni, jak wszyscy, jutra, wznosimy w postawie modlitewnej nasze oczy do wzniosłego tronu Maryi, Królowej Wszechświata, jednocześnie zwracając się do Niej sparafrazowanymi słowami psalmisty skierowanymi do Pana:
„Ad te levavi oculos meos, qui habitas in coelis. Ecce sicut oculi servorum in manibus dominorum suorum, sicut oculi ancillae in manibus dominae suae; ita oculi nostri ad Dominam Matrem nostram donec misereatur nostri” (por. Ps.122, 1 i 2).
„Do Ciebie wznoszę me oczy, która mieszkasz w niebie. Oto jak oczy sług są zwrócone na ręce ich panów i jak oczy służącej na ręce jej pani, tak oczy ku Pani i Matce naszej, aż się zmiłuje nad nami”. 100
100 Por. Ps 122, 1-2.
Tak, zwracamy nasze oczy do Najświętszej Panny z Fatimy, prosząc ją jak najszybciej o skruchę, która wyjedna nam wielkie przebaczenie, siłę do prowadzenia wielkich bitew i wyrzeczenie w obliczu wielkich zwycięstw, które przyniosą Jej Królowanie. Pragniemy tych zwycięstw z całego serca, nawet jeśli dla ich osiągnięcia Kościół i ludzkość musiałyby przejść apokaliptyczne — lecz jakże sprawiedliwe, odradzające i miłosierne — kary, które przepowiedziała w 1917 r. w Cova da Iria.